Zamykam oczy...odpływam...
Otwieram je...zasypiam...
Myśli dobieram...odchodzą...
Już dłużej tak żyć...nie mogą...
Chwile, momenty mijają,
dlaczego nam na to pozwalają?
Cisza nastała nagle,
i zamyka wiatr w żagle.
Samotna patrze przez okno,
widzę jak liście mokną...
Pomału zanika ziemia,
czy to już czas żeby umierać?
Wiatr czesze moje włosy,
a ja wzywam pomocy.
Uciec chcę jak najdalej,
dotrzeć tam gdzie jest wszystko doskonałe.
Odwracam głowę i widzę słońce,
jest takie ciepłe i gorące.
Dotknąć próbuję go,
może ono uleczy duszę mą.
Parzy mnie bardzo, swymi promieniami...
A ja odchodzę w drugą stronę, by szukać swych marzeń...
A.
Łał.
OdpowiedzUsuńCóż, szablon, za przeproszeniem, nie przywitał mnie zbyt entuzjastycznie, więc nie spodziewałam się czegoś dobrego, ale nie ocenia się książki po okładce, więc i bogu po szablonie.
Całkiem niezły wiersz, kilka rymów, układ wersów w porządku i wszystko nafaszerowane emocjami, jak lubię.
Wydajesz się bardzo wrażliwą osobą. Bratnią duszą.
A urzekłaś mnie nazwą konta na Google...
Pozdrawiam.
_________________
Zapraszam do mnie:
lojalnosc-smierciozercy.blogspot.com
I cytatem na nagłówku, intrygujący.
Usuńmiło mi ;) zapraszam częściej
Usuń